29.05.2017

Z dziennika Granger #2/2

Hej, hej, heeej!
Wybaczcie, że tak późno publikuję drugi post „Z dziennika Granger”, ale w starszej wersji wiele rzeczy mi się nie podobało i koniecznie musiałam to zmienić. I wiecie co? Mam mieszane uczucia, czy dobrze zrobiłam. XD Zabijcie mnie!
Mam nadzieję, że w miarę Wam się to spodoba. Pisałam to na załamanie karku, dlatego na pewno mogło wyjść nudnie jak flaki z olejem. Jednak mam cichutką nadzieję, że komuś się te wypociny spodobają (mi podobają, i to jak! <3 ~ M.).
Nie chcę zbytnio przedłużać, więc zapraszam serdecznie do czytania!
Przypominamy o konkursie na drabble i głosowaniu na blog miesiąca w edycji jubileuszowej!
Ana

07.11.1991
Od niespodziewanego spotkania z trollem minął tydzień. Wciąż jednak na mojej skórze pojawia się gęsia skórka na samo wspomnienie tej feralnej nocy. Spotkanie z Puszkiem – trójgłowym psem – również nie wspominam zbyt dobrze. O mało nas nie pożarł! Świat pełen czarodziejów wciąż nie przestawał mnie zaskakiwać i jednocześnie przerażać. Mimo to cieszę się. Wreszcie mam przyjaciół, na których mogę polegać. Spotkanie z trollem sprawiło, że moje relacje z Harrym i Ronem ociepliły się. Spędzamy razem czas, uczymy się, śmiejemy. Przy nich poczułam, że również należę do tego magicznego świata. To naprawdę wspaniałe uczucie mieć kogoś, komu mogę zaufać.
Do rodziców staram się pisać regularnie. W ostatnim liście nie wspomniałam jednak o ataku. Nie chciałam ich zbytnio denerwować. Opisałam im jednak, że wreszcie udało mi się zacieśnić z kimś bliższe więzi. Z odpowiedzi na mój długi list, stwierdziłam, że byli oczarowani tą wiadomością.
Lekcje bywały czasem naprawdę bardzo trudne. Zwłaszcza gdy przeprowadzał je profesor Snape. Byliśmy dopiero w pierwszej klasie, a czasem warzyliśmy eliksiry na poziomie trzeciej klasy! Wiem to, ponieważ z ciekawości sprawdziłam w bibliotece. Cały czas miał również pretensje do Harry’ego. Bacznie go obserwował, a każdy jego błąd wytykał. Szydził z niego na oczach całej klasy. Nie podobało mi się to. Pewnego dnia chciałam coś powiedzieć na ten temat, lecz Harry szturchnął mnie pod biurkiem, bym dała sobie spokój.
Często pomagałam Ronowi i Harry’emu w pracach domowych. Robiłam to z przyjemnością, ponieważ dzięki temu mogłam dowiedzieć się czegoś więcej. Chłopcy byli ogromnie wdzięczni za każde wsparcie, jakie im okazywałam. Kiedy Harry został przyjęty do drużyny Quidditcha, postanowiłam pożyczyć mu moją książkę „Quidditch przez wieki”, bo przecież powinien wiedzieć jak najwięcej o tym sporcie. Z rozmów z nim wywnioskowałam, że jego rodzina nie była zbytnio skłonna, by wtajemniczyć go w świat czarodziejów. Mogłam nawet stwierdzić, że chyba go nie znosili. Trudno mi było sobie wyobrazić, jak musiało mu być przykro z tego powodu, patrząc na swoje relacje z rodzicami. Razem z Ronem stwierdziliśmy, że jeśli nie zajdzie taka potrzeba, to nie będziemy mówić o jego rodzinie — nie chcieliśmy przypominać mu o przykrościach z nią związanych. Ważne, że teraz wydawał się szczęśliwy, a to było najbardziej istotne.
Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekali na pierwszy mecz, w którym Harry miał wziąć udział. Zauważyłam, że nawet wśród grona pedagogicznego spekulowano o tym, która drużyna miała mieć zwycięstwo w kieszeni. To było niesamowite, zważając na fakt, że do meczu zostało kilka  dni. Nasza drużyna trenowała praktycznie dzień w dzień, nawet jeśli padał mocny deszcz. Kapitan — Oliver Wood — wyciskał ze swoich kolegów siódme poty. Chwilami było mi żal Harry’ego, kiedy wchodził do Pokoju Wspólnego cały utytłany błotem. Często zasypiał w tych rzeczach, siedząc z nami przy kominku.
 Parę razy zdarzało się nawet, że ponad połowa drużyny udawała się do Skrzydła Szpitalnego po niezbędne środki lecznicze, nie mogąc pozbyć się kataru, czy poważnej gorączki. Narzekali na Olivera, lecz mimo to nie chcieli go zawieść. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że chłopak od dawna czekał na zwycięstwo.
Wiedziałam, że Oliver jest z nich dumny. Parę razy, gdy siedział obok mnie przy obiedzie, podziwiał ich i mówił: „mam najcudowniejszą drużynę pod słońcem!”. Kiedy przyglądałam się im z bliska, sama myślałam podobnie jak kapitan. Lepszej drużyny nie mogliśmy sobie wymarzyć. I zapewne jeszcze nie raz się o tym przekonamy.

20.11.1991
Mecz okazał się spektakularnym widowiskiem! Po raz pierwszy byliśmy świadkami tak wielkiego wydarzenia. Osobiście zbytnio nie polubiłam tego magicznego sportu, jednakże i tak moje emocje wrzały. Razem z moimi przyjaciółmi krzyczeliśmy wniebogłosy, zagrzewając swoją drużynę do walki. Razem z pozostałymi Gryfonami przygotowałam również małą niespodziankę dla Harry’ego. Był to ogromny transparent z napisem „Potter na prezydenta!”. Chciałam w ten sposób pokazać mu, że z całego serca wspieramy go i dopingujemy.
Jednak w pewnym momencie Harry miał poważne problemy ze swoją miotłą, którą dostał w prezencie. Nie mógł jej opanować, jakby żyła własnym życiem. To nie wyglądało zbyt dobrze, zwłaszcza, gdy utrzymywał się na niej tylko jedną ręką! W jednej chwili bezradnie spojrzałam w stronę nauczycieli i w tym momencie zrozumiałam, co się stało. Widziałam profesora Snape’a, który intensywnie wpatrywał się w Harry’ego, gorączkowo coś szepcząc. On chyba czarował miotłę! Nie mogłam w to kompletnie uwierzyć! Widząc jednak przerażony wyraz twarzy swojego przyjaciela, postanowiłam działać. Pobiegłam ile sił w nogach do przedziału nauczycieli i za pomocą jednego trafnego zaklęcia sprawiłam, że Snape stracił kontakt wzrokowy z miotłą Harry’ego. Ten szybko na nią wskoczył i dokończył mecz ze zwycięstwem dla Gryfonów! Złapał znicza w spektakularny sposób! Najzwyczajniej w świecie go połknął! 
Przez te wszystkie emocje nie potrafię opisać całego zdarzenia w mniej chaotyczny sposób! Po meczu opowiedziałam wszystko Harry’emu. Nie chciałam go martwić, ale stwierdziłam, że nie byłoby to fair, gdybym nie poinformowała go o całym zajściu. Najdziwniejsze jednak w tym wszystkim było to, że nie był tym faktem w ogóle zdziwiony, jakby wiedział, kto chciał dla niego jak najgorzej.
Po meczu poszliśmy do Hagrida. Jak na razie tylko jemu z dorosłych zdążyliśmy zaufać. W dodatku mieszka tu od dobrych paru lat, więc może wiedzieć więcej o niektórych nauczycielach, w tym o Snapie. Podzieliliśmy się z nim naszymi wątpliwościami. W końcu to nie może tak być, że nauczyciel próbuje zabić ucznia. I właśnie w tym momencie Hagrid wspomniał o tajemniczym Nicolasie Flamelu!

15.12.1991
Cała sytuacja ze Snape'em mocno mnie zainteresowała, więc pomyślałam, że czas rozpocząć poważne poszukiwania. Spędziliśmy w bibliotece każdą wolną chwilę, by wyszukać pewnych informacji na temat Flamela. Niestety bezskutecznie, jakby ktoś nas uprzedził i wykradł z biblioteki wszystkie książki, w których byłby on wspomniany. Widziałam, że nie tylko ja byłam z tego powodu niezadowolona.
Bałam się, że nie zdołamy niczego znaleźć na jego temat do okresu świątecznego. Ron i Harry zostawali na święta w szkole, ja wracałam na ten okres do rodziców. Chciałam spędzić z nimi trochę czasu, ponieważ bardzo się za nimi stęskniłam. Jednak gdy tylko myślałam o Flamelu, chciałam natychmiast zrezygnować z wyjazdu i za wszelką cenę czegokolwiek o nim znaleźć. Mimo wszystko pojechałam jednak do rodziców, mając nadzieję, że Ronowi i Harry’emu uda się znaleźć jakiś dobry trop. To chyba niemożliwe, by przywitali mnie po Nowym Roku z pustymi rękami, bez żadnej książki o Nicolasie. Czyż nie?

26.12.1991
Cieszę się, że jednak wróciłam na te parę dni do rodziny. Już zdążyłam odzwyczaić się od codziennego spokoju w domu, od obserwowania taty, czytającego poranną gazetę. Pierwszego dnia rodzice chcieli wiedzieć wszystko o mojej nowej szkole. Jak w niej jest, czy uczniowie są mili, czy nauczyciele są wymagający. Odpowiadałam cierpliwie prawie na wszystkie pytania. Pomijałam oczywiście niektóre informacje, jak spotkanie z trollem, czy  feralny pierwszy mecz Quidditcha.
Czas spędzony z moją rodziną należał do tych magiczniejszych. Śmialiśmy się, śpiewaliśmy kolędy, tańczyliśmy. Znów zobaczyłam się z dziadkami, których kochałam nad życie. Oni również byli wtajemniczeni w moją nową szkołę. Byli ze mnie niezwykle dumni i życzyli mi jak najwięcej sukcesów w szkole.
Dostałam list od Harry’ego i Rona, że na razie nie udało im się niczego znaleźć o Flamelu. Byłam dość zawiedziona. Miałam jednak cichą nadzieję, że wreszcie się o nim czegoś dowiemy.
Z jednej strony cieszę się, że święta już powoli mijają, bo chcę wrócić do szkoły. Zaczęłam traktować ją jako swój drugi dom. Tam też mam rodzinę, mimo że nie dzieliły nas więzy krwi. Rodziców czy dziadków również kocham, ale cichy głosik w mojej głowie wciąż odlicza dni do czasu, kiedy znowu zobaczę się ze swoimi przyjaciółmi…


10.01.1992
Nie mogę uwierzyć w to, co teraz napiszę, ale w ogóle nie udało się znaleźć wiadomości o Nicolasie! Harry był również w Dziale Ksiąg Zakazanych, ale i również tam niczego nie było. Musiał szybko stamtąd znikać, ponieważ Filch usłyszał, jak ktoś kręcił się na korytarzu. O mało co i byłby przyłapany! Byłam bardzo zła na Harry’ego, że nie uważał.
Otrzymał w prezencie gwiazdkowym wspaniałą pelerynę niewidkę, ale mimo niewidzialności wciąż było go słychać. Dlatego skarciłam go, by następnym razem bardziej jednak uważał.
Ron próbował mnie za wszelką cenę nauczyć gry w szachy czarodziejów. Niestety na próżno. Nie lubiłam w nie grać, uważałam, że ta wersja jest brutalna! Figurki same ze sobą walczą i rozbijają się wzajemnie bez żadnych skrupułów! Tłumaczyłam Ronowi, że nie jestem za przemocą, nawet jeśli to tylko gra, lecz ten porządnie uparł się, by mnie nauczyć.
Jak się okazało również drugi semestr był jeszcze trudniejszy niż pierwszy. Tym razem nauczyciele w ogóle nie próżnowali ze sprawdzianami i pracami domowymi. Ja nie narzekałam, bo uwielbiałam się uczyć, lecz z kolei moi przyjaciele byli z tego powodu bardzo rozsierdzeni. Próbowałam im pomóc jak tylko mogłam, by mieli chociaż odrobinę łatwiej. Nie podobało mi się, gdy Ron próbował namawiać mnie, bym sama za niego pisała zadania domowe. Wiele razy się z tego powodu kłóciliśmy. Koniec końców potem sam je pisał. Na szczęście.

19.01.1992
Wreszcie jakaś dobra wiadomość! Harry’emu udało się znaleźć trop dotyczący Nicolasa! Przypomniał sobie o karcie czarodziejów, na której był Albus Dumbledore — dyrektor Hogwartu. Tam właśnie był wspomniany nasz Flamel! To coś niesamowitego, że odpowiedź znajdowała się w kufrze mojego przyjaciela. Okazało się, że on wraz z dyrektorem pracowali nad kamieniem filozoficznym. Od razu wywnioskowałam, że może właśnie tego pilnuje Puszek, leżąc na jakieś klapie! To coś niesamowitego! Jesteśmy już tak blisko rozwiązania tej tajemniczej sprawy!
W tym momencie chciałabym mieć na głowie tylko naukę. Bliskość rozwiązania tej zagadki sprawia, że mój egzaminowy grafik trochę podupada. Powinnam go mieć gotowy już tydzień wcześniej, a aktualnie zostały mi do przebrnięcia ostatnie trzy przedmioty. A powinien zostać planowo tylko jeden! Muszę skupić się na nauce, jeśli chcę wypaść na egzaminach jak najlepiej.
Harry i Ron oczywiście się nie przejmują. Cały czas twierdzą, że mają jeszcze czas, że zdążą wszystko powtórzyć. Irytuje mnie u nich takie myślenie, bo to przecież oczywiste, że nie zdążą! W każdym razie ja im nie pomogę. Parę razy oferowałam im swoje wsparcie i to, by razem ze mną udali się do biblioteki. Niestety za każdym razem kwitowali to machnięciem ręką. Cóż, to oni będą narzekać, nie ja.

25.01.1992
Wiedziałam, że poskutkuje codzienne chodzenie do biblioteki, by się uczyć. Dzisiejszego dnia spotkałam tam Hagrida! Nie wiedziałam, że para się w książkach naukowych, dlatego zdziwił mnie jego widok. Stał w dziale o tajemniczych i niebezpiecznych zwierzętach. Zanim jednak schował za mną książkę, zauważyłam, że na jej okładce widniał ogromny i przerażający smok! Czyżby Hagrid coś ukrywał? Z jednej strony nie zdziwiłam się, że trzymał taką książkę. W końcu w szkole spał jego trójgłowy pies, który najchętniej pożarłby cały zamek.
Postanowiłam jednak tą nowiną podzielić się z przyjaciółmi. Harry stwierdził, że to najwyższa pora, byśmy odwiedzili Hagrida w jego skromnych progach. Ja osobiście również uważałam, że może to być jedyna okazja, by wyciągnąć parę informacji na temat kamienia filozoficznego.

20.02.1992
No i jak zwykle moja intuicja mnie nie zawiodła. Dowiedzieliśmy się pewnych cennych informacji na temat Puszka i całej tej sprawy. Jednak to aktualnie nie jest takie ważne jak to, że na naszych oczach w chatce Hagrida urodził się mały smok! Teraz już wiem, po co Hagridowi była książka o smokach!
Przeraża mnie jednak trochę fakt, że ma go w swoim domu. Przecież smoki są bardzo niebezpiecznymi zwierzętami! Czasem naprawdę nie rozumiem tej dziwnej fascynacji Hagrida na punkcie strasznych zwierząt. Mimo moich przekonań, by jednak pozbył się tego zwierzęcia, on cały czas protestował i nie dawał się namówić.
Koniec końców wyszliśmy dość szybko z jego domu. Norbert — tak nazwał tego smoka — powarkiwał na nas i puszczał ogromne kłęby dymu ze swojego pyska.
Byłam również zmartwiona tym, że pewien chłopak ze Slytherinu, Draco Malfoy, widział narodziny smoka przez okno! Ten chłopiec jest okropny z charakteru, dlatego bałam się, że przez niego Hagrid może mieć poważne kłopoty.
Jak się okazało brat Rona, Charlie, był ekspertem od smoków w Rumunii. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam, ponieważ to była dobra okazja do zabrania Norberta z dala od niewiernych oczu. Naprawdę nie chciałam, by Hagrida wyrzucono ze szkoły.
W dodatku, gdy Ron opiekował się smokiem, został przez niego ugryziony! Po paru dniach jego ręka była niczym bulwa! Musiał udać się do Skrzydła Szpitalnego, gdzie spędził kilka dni w łóżku. Razem z Harrym odwiedzaliśmy go codziennie po zajęciach. W dzień, kiedy mieliśmy oddać Norberta kolegom Charliego, uspokajałam Rona, że tego dnia wszystko pomyślnie się skończy.
I tak było do czasu aż nie zostaliśmy przyłapani na nocnym wałęsaniu się po korytarzach szkoły! Kiedy wreszcie oddaliśmy Norberta w bezpieczne ręce, kompletnie zapomnieliśmy o pelerynie niewidce, która nas zakrywała! Zauważył nas Filch, który od razu zaprowadził nas do profesor McGonagall. Kiedy nauczycielka pytała się mnie, dlaczego skradaliśmy się po korytarzach, kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć. Zdarzyło mi się to pierwszy raz…!
Dostaliśmy szlaban i każde z nas straciło po pięćdziesiąt punktów. Byłam okropnie zła na siebie, że tak łatwo nas przyłapali. I to tylko dlatego, że z emocji zapomnieliśmy o pelerynie.
Późnym wieczorem rozpoczęliśmy nasz szlaban. Filch zaprowadził nas (w tym jeszcze Draco i Neville’a) do chatki Hagrida. Poszliśmy do Zakazanego Lasu w poszukiwaniu zranionego jednorożca. Byłam przerażona tym pomysłem! Sam dyrektor zakazał nam w tym lesie przebywać, dlatego nie rozumiałam, dlaczego kazali nam w ramach szlabanu się w niego zagłębić. Z książek wiele wyczytałam, że mogą być tam niebezpieczne zwierzęta! Po opiekowaniu się Norbertem nie chciałam mieć już do czynienia z żadnym innym stworzeniem. Jednak to był nasz szlaban i musieliśmy go spełnić do końca. Miałam nadzieję, że ta noc skończy się dość szybko i bezpiecznie wrócimy do zamku…

25.04.1992
Egzaminy zbliżały się nieuchronnie. Byłam przerażona, że nie uda mi się zdać wszystkich przedmiotów na Wybitny! Tak bardzo chciałam mieć najlepsze stopnie, zwłaszcza, że to był mój pierwszy rok nauki w tej szkole. Pragnęłam pokazać wszystkim, w tym nauczycielom, że jestem godna nauki w tym zamku.
Jako jedna z nielicznych wzięłam tak dużo przedmiotów. W przyszłych latach planowałam zrobić tak samo. Nikt i nic mnie nie powstrzyma do osiągnięcia najlepszych ocen w całej szkole.
Szlaban, który odbywałam z Harrym był chyba pierwszym i ostatnim, jaki dostałam. Znaleźliśmy martwego jednorożca, który leżał w kałuży srebrnej krwi. Jednak nie to najbardziej przeraziło mnie z tego wszystkiego. Harry opowiedział mi, że jakaś tajemnicza postać w pelerynie karmiła się krwią stworzenia! Cała dygotałam, kiedy powiedział, że ta postać szybko się do niego zbliżała, jakby chciała mu zrobić krzywdę. Na szczęście w porę nadeszliśmy i wyszliśmy z tego przerażającego miejsca czym prędzej.
Ron tak samo był przerażony tą opowieścią, jak ja. Był wtedy jeszcze w skrzydle szpitalnym, kiedy go odwiedziliśmy. Na szczęście Pani Pomfrey szybko wyleczyła jego rękę i jest teraz w jeszcze lepszym stanie niż wcześniej.
Ronowi jak i również Harry’emu oświadczyłam, że powinniśmy teraz bardziej skupić się na nauce, zwłaszcza, że nie zauważyliśmy dziwnych zachowań profesora Snape’a na lekcjach. W ogóle nie okazywał zainteresowania kamieniem filozoficznym. Każdego dnia szliśmy na piętro, gdzie Puszek za drzwiami strzegł kamienia. Nie widzieliśmy tam nigdy w pobliżu nauczyciela.
Tak jak wcześniej wspomniałam, ciągle narzekali na to, że nie zaczęli uczyć się wcześniej. Harry’ego nawet z tego powodu bolała blizna. Stwierdziłam, że to pewnie przez stres. Sama ostatnio obudziłam się w nocy i z przerażeniem zaczęłam czytać notatki z Transmutacji. Dopiero po dwóch bitych godzinach zdałam sobie sprawę, że ja przecież już pisałam egzamin z tego przedmiotu!
Jednak najbardziej szczególnym wspomnieniem są nasze odwiedziny u Hagrida. Dowiedzieliśmy się od niego, że tajemniczy mężczyzna, który sprzedał mu smocze jaja, wykazywał bardzo mocne zainteresowanie Puszkiem. Okazało się, że po prostu wystarczy, gdy Puszkowi zagra się ładną melodię a ten od razu zasypia! Skarciłam mocno Hagrida za taką nieuwagę. Tym mężczyzną mógł być każdy! Nawet profesor Snape.

12.06.1992
Od tamtej chwili jeszcze bardziej uważaliśmy na piętrze Puszka. W każdej wolnej chwili kręciliśmy się pod drzwiami, uważając, by nikt nas nie zauważył. Kamień filozoficzny nie mógł trafić w niepowołane ręce. Mimo że mieliśmy dopiero po jedenaście lat, to zdawaliśmy sobie sprawę z powagi sytuacji. Zamierzaliśmy również pójść z tą sprawą do dyrektora. Jednak akurat wtedy, kiedy był najbardziej potrzebny, został wezwany do Ministerstwa Magii. Byłam przerażona!
Harry stwierdził, że już dość czekania. Powiedział, że musimy nauczycielowi przeszkodzić w próbie zdobycia kamienia. Po kolacji tak też zrobiliśmy. Późnym wieczorem, gdy nikogo nie było już w Pokoju Wspólnym, wyruszyliśmy ratować sytuację. Z początku chłopcy nie chcieli mnie zabrać ze sobą, lecz stwierdziłam, że sama mam wiele wiedzy w głowie z chociażby Zaklęć, dlatego byłam im potrzebna. Poza tym nikt nie chciałby mnie wydalić ze szkoły za tak dobre wyniki w nauce.
Najbardziej baliśmy się ponownego spotkania z Puszkiem. Wzięłam jednak ze sobą flet i zagraliśmy tak szybko jak mogliśmy pewną piosenkę. Trójgłowy pies zasnął bardzo szybko. Jednak potem wylądowaliśmy na skrajnie niebezpiecznych roślinach! Dobrze, że byłam tam z nimi, ponieważ od razu udało mi się rozpoznać, z jakimi roślinami mieliśmy do czynienia. Tylko diabelskie sidła potrafiły tak mocno gnieść! W porę udało nam się ich uniknąć.
W następnej sali latało wiele kluczy. Domyśleliśmy się, że trzeba któryś z nich użyć, by otworzyć następne drzwi. Obok w powietrzu wisiała miotła, dlatego stwierdziliśmy, że tym razem to będzie zadanie dla Harry’ego. Musiał zdobyć właściwy klucz, byśmy mogli pójść dalej.
Na szczęście po wielu próbach mu się udało i dostaliśmy się do kolejnego pomieszczenia. W nim były ogromne szachy czarodziejów. Musieliśmy stoczyć prawdziwą partię, by móc wygrać przejście do następnych drzwi! Byłam tym faktem naprawdę przerażona, bo nie wiedziałam kompletnie o co chodzi w tej grze. Koniec końców jednak wygraliśmy, lecz Ron ucierpiał, poświęcając się przy tym.
W następnej sali razem z Harrym zaważyliśmy ogromny stół, na którym leżało pełno fiolek eliksirów. Obok nich była również zagadka. Poświęciłam swój tęgi umysł, by zmierzyć się z nią. Dość długo mi to zajęło, ponieważ była ona bardzo długa i niezwykle trudna. Jednak gdy mi się wreszcie udało odgadnąć, wypiłam zawartość flaszki. W taki sposób zostawiłam Harry’ego samego. Tylko jedna osoba musiała pójść dalej, druga miała się wycofać i wrócić do tej trzeciej. Wiedziałam, że Harry poradzi sobie doskonale w obronie kamienia. Jest w końcu wielkim czarodziejem, mimo że nie zdaje sobie z tego sprawy. Idąc do Rona, by jak najszybciej wziąć go do Skrzydła Szpitalnego, w duchu liczyłam i kibicowałam swojemu przyjacielowi. Wiedziałam, że uda mu się odebrać Snapeowi kamień filozofów.

20.06.1992
Jak się okazało Snape wcale nie chciał wykraść kamień. Tak samo jak my chciał go za wszelką cenę ochronić! To profesor Quirrel chciał go za wszelką cenę zdobyć dla Sam – Wiesz – Kogo! Gdyby nie Harry, kamień filozoficzny wpadłby w niepowołane ręce i może znowu w świecie czarodziejów panowałyby przerażające ciemności!
Dzięki temu, że nie baliśmy się przeszkodzić w wykradnięciu kamienia, zostaliśmy serdecznie nagrodzeni przez profesora Dumbledore’a punktami! Dzięki nim wygraliśmy Puchar Domów. Nigdy nie byłam z siebie i ze swoich przyjaciół bardziej dumna!
Kiedy nastał dzień wyjazdu ze szkoły, było mi naprawdę smutno. Codziennie powtarzałam Ronowi i Harry’emu, by pisali do mnie listy przez te dwa miesiące wakacji. Chciałam mieć z nimi przez ten czas kontakt. Nigdy w życiu nie spotkałam tak wiernych przyjaciół. Cieszę się, że ze zwykłego spotkania z nieznajomym mężczyzną, wyszła z tego tak wielka przygoda.

Nie mogę doczekać się kolejnego roku nauki. Poproszę rodziców, by czym prędzej kupić nowe książki! Chcę znów zdać śpiewająco wszystkie egzaminy!   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

szablon wykonany przez oreuis