08.07.2017

Kilka faktów o... Cookie Monster&Sappy!

Cześć, kochani!
Czerwiec zleciał mi niesamowicie szybko, bo dopiero co pisałam post z tablicą ogłoszeń i przygotowywałam się do egzaminów, a tu już nadeszły wakacje. Koniec końców — drugą sesję w moim życiu zaliczyłam nawet dobrze, a egzamin z psychologii rozwoju dziecka okazał się nie tak okropny, jak wszyscy straszyli! A teraz Wy opowiadajcie, co u Was słychać, kochani. Mam nadzieję, że na świadectwach w szkole były same czerwone paski, a sesja została zdana w pierwszym terminie i będziecie mieć wolne aż do października. Ale koniec o szkole, studiach... macie plany na wakacje, szykuje się jakiś wyjazd? Koniecznie piszcie! Może mnie jakoś zainspirujecie. :)
Przy okazji chciałam jeszcze przypomnieć Wam o trwającym głosowaniu na drabble. Pojawiły się dopiero dwa komentarze z Waszymi opiniami (Koneko i Kathleen Smith — bardzo Wam dziękujemy!), a na katalogu jest Was naprawdę dużo, dużo więcej. To wszystko, co organizujemy tutaj, jest dla Was, dlatego bardzo prosimy Was o małą aktywność, chociażby w formie ocenienia prac w tym głosowaniu. Sprawicie tym samym radość nie tylko nam, ale również autorkom prac.
Zachęcamy też do wstawiania nowości z Waszych blogów do zakładki „Nowości na blogach”! Ta zakładka również jest zachłanna na Waszą aktywność. :D

Dzisiaj pojawiam się w związku z ogłoszeniem wyników w jubileuszowej, dziesiątej edycji konkursu na blog miesiąca. Edycja ta była dla nas wyjątkowa, bo w głosowaniu wzięły udział wszystkie blogi, które zwyciężyły w poprzednich odsłonach tego konkursu. Byłyśmy ogromnie szczęśliwie widząc, ile osób oddało głosy w ankiecie na swoich ulubieńców. Ostatecznie zwyciężył blog „Naucz mnie latać”, autorstwa Cookie Monster & Sappy. Jeszcze raz gratulujemy dziewczynom wygranej — zdecydowanie na to zasłużyły.

Dziewczyny zwyciężyły w szóstej edycji konkursu na blog miesiąca — wówczas zyskały ponad pięćdziesiąt procent wszystkich głosów (klik do posta z wynikami)! Odpowiedziały wtedy na siedem, zadanych przez Was, pytań. Aby nie powielać po raz kolejny tego schematu, postanowiłyśmy tym razem postawić na coś innego.


Panie i Panowie, poznajmy bliżej Cookie Monster&Sappy, autorki opowiadania „Naucz mnie latać”!
Ale zanim do tego przejdziemy, przeczytajcie mały wywiad z dziewczynami, który odbył się w związku z wygraną w szóstej edycji. O co je wówczas zapytałyśmy i jakie padły odpowiedzi? Sprawdźcie sami!
.
.
.
.
Już przeczytane? Okej, możemy w takim razie iść dalej!

Poprosiłyśmy dziewczyny, aby wypisały nam dla Was — czytelników NML i KG — różnice i podobieństwa, jakie dostrzegają między sobą. Przeczytajcie co je różni, a w czym są niemal identyczne. :)


PODOBIEŃSTWA
według…
Cookie Monster                           
— wzrost wyrośniętego hobbita i zielone oczy;
— niektóre rzeczy bierze zbytnio do siebie i długo je przeżywamy;       
— chore poczucie humoru;
— zamiłowanie do kotów;
— gust muzyczny;
— nieśmiałość w stosunku do nowych osób;
— pesymistyczne nastawienie;
— podobny gust czytelniczy.
Sappy
— obie jesteśmy dość niskie;
— dużo wymagamy od innych, ale jeszcze więcej od siebie;
— dość specyficzne poczucie humoru;
— uwielbiamy koty;
— gust muzyczny;
— aspołeczność;
— chyba obie wolimy zakładać gorszy scenariusz i być pozytywnie zaskoczone niż zakładać z góry, iż coś będzie po naszej myśli i się później rozczarować;
— podobają nam się podobni faceci.



RÓŻNICE
według…
Cookie Monster   
— cała reszta wyglądu;
— Sappy lepiej panuje nad swoimi emocjami;
— ona pije alkohol, a ja nie;
— Sappy zanim coś zrobi, to dobrze to przemyśli, ja działam pod wpływem impulsu i często tego żałuję;
— Sappy potrafi z matematyki więcej niż obliczenie delty, a ja to tak średnio, bym powiedziała;
— siostra ładniej pisze, ja bazgrolę po całości;
— ja nie mam odwagi sięgać po to, czego pragnę, zbyt bardzo się boję rzeczy nowych i nieznanych, a także odrzucenia. Sappy zaryzykuje i sama pojedzie na drugi koniec Polski (a nawet i za granicę), żeby spełnić swoje marzenie. To coś, czego jej zazdroszczę.

Sappy
— budowa/reszta;
— ja jestem bardziej stonowana, a Cookie ekspresyjna;
— Cookie nie pije alkoholu (i to nie ze względu na młody wiek, bo pełnoletność         ma już za sobą, ma po prostu charakter i jest abstynentką);
— Cookie woli słodkie, a ja słone smaki;
— Cookie jest bardziej uzdolniona artystycznie;
— Cookie bardziej bałagani, natomiast ja wolę porządek i to, żeby wszystko leżało na swoim miejscu;
— jeśli się z kimś kłócimy, to kłótnia z Cookie jest zwykle bardziej intensywna i gwałtowna, ale po krótkim czasie wszystko wraca do normy. Ja natomiast długo chowam urazę, duszę wszystko w sobie i potrafię wiercić przysłowiową „dziurę w brzuchu”.

Oprócz tego poprosiłyśmy dziewczyny o napisanie kilku ciekawostek, związanych z „Naucz mnie latać”. Jesteście zainteresowani? A więc pozostaje nic innego, jak tylko przeczytać siedem (bardzo lubimy tę liczbę) faktów o NML!

Ciekawe ciekawostki

Sporo ciekawostek trafiło już na bloga pod zakładką o wdzięcznej nazwie „Ciekawostki”, jednak postarałyśmy się wygrzebać coś więcej:

1. Zastanawialiście się kiedyś, kto był odpowiedzialny za przyniesienie do pokoju prefektów naczelnych zwiędłych, przyozdobionych robakami róż? Mały, niewinny Tomasz? Nic bardziej mylnego! Zrobił to nie kto inny jak Blaise Zabini!

— Co tak właściwie taszczę? — spytał, o wiele łagodniejszym już tonem, nie pozwalając jej na poruszenie tematu Rasac'a. Wiedział, że aż ją skręca, by wypytać go o niego i co robił po tym, jak praktycznie wybiegł z gabinetu McGonagall.
— Swoją kolację. Babcia Rose przysłała nam paczkę.
— Twoja babcia, twoje jedzenie, Granger.
— Ale...
— Jeśli chcesz się tego pozbyć, to daj to Zabiniemu, on jest wszystkożerny — przerwał jej arystokrata. — I masz ku temu okazję, bo właśnie tu idzie.
Dziewczyna przewróciła oczami i odebrała od niego pudło. Musiała zawołać go dwa razy, nim ją zauważył. Chłopak zamrugał, potrząsnął głową i podszedł do prefektów naczelnych.
— Granger ma dla ciebie prezent — oznajmił Draco, wymijając ich i wszedł do dormitorium.

No dobrze... ale dlaczego pan Zabini zrobił coś takiego? No dobra, jeśli jednak podejrzewaliście Toma, to częściowo mieliście rację. To on (a właściwie Voldemort, który coraz bardziej się w nim panoszył) rzucił na Waszego ulubieńca zaklęcie Imperius i tym samym z jego pomocą dostarczył ohydny pakunek na miejsce docelowe. Dlatego też w momencie, w którym Draco i Hermiona go spotykają, jest jakby nieobecny i nieco skołowany.

2. Większość momentów, w których Antonii Źdźióbko przeprowadzał swoje wywiady również została zaznaczona w fabule opowiadania:
— wywiad z dyrektorką Hogwartu, od którego zaczyna się rozdział „Turniej cz. 3: Finał”;
— moment zbierania danych do artykułu „Libacja, bycze jądra i gazela, czyli Bal Bożonarodzeniowy pod lupą Antoniego Źdźióbki”.

Wreszcie odnalazła współlokatora. Zamarła, zdziwiona jego towarzystwem. O ile nie było nic dziwnego w tym, że obok niego stał Blaise, zaczęła zastanawiać się kim jest wysoka kobieta, potężnej (żeby nie powiedzieć męskiej) budowy o żółtych, jaskrawych włosach. Ubrana była w błyszcząca falbaniastą różową sukienkę z długimi rękawami. Hermiona pokręciła głową i ruszyła w ich stronę z szerokim uśmiechem, będąc pewna, iż ten wieczór na długo zostanie w jej pamięci.

Kojarzycie ekskluzywny wywiad z Draconem? Co za pytanie, pewnie, że tak. Otóż ów wywiad był swoistą zapłatą za inną twórczość pana Źdźióbki, a mianowicie chodzi tu o obsmarowanie panny Rity Skeeter w artykule „Nie ma ludzi brzydkich, są tylko biedni: czyli krótka historia wielu operacji”.

— Blaise! — zawołał Draco, nim chłopak zdołał opuścić skrzydło. Poczekał, aż przyjaciel podejdzie do niego i cicho spytał:
— I co z tą moją sprawą?
Zabini zmarszczył brwi, początkowo nie rozumiejąc, o co mu chodzi.
— Aaaa… ta sprawa — powiedział przeciągle. — Tak jak chciałeś, napisałem do niego. Gotów jest przeprowadzić małe śledztwo w sprawie Skeeter i sprawdzić, co ma za uszami. Chce nawet napisać o niej artykuł. Ale ma jeden warunek.
— Jaki? — spytał Draco, podejrzewając, jaka jest cena za usługi dziennikarza.
— Ekskluzywny wywiad z tobą w roli głównej, oczywiście.
Ślizgon westchnął i skinął głową, uznając, że jest gotów na to poświęcenie, byleby Skeeter dostała za swoje. Jeśli on nie zrobi porządku z tą babą, to kto?
— W porządku. Napisz do niego, powiedz, że się zgadzam.

3. Śmierć Rona nie była z góry zaplanowana. Wyszłyśmy z założenia, iż rodzina Weasleyów dosyć się wycierpiała przez cały cykl „Pottera”, ale pomysł na jego śmierć, sposób w jaki odejdzie, poniekąd odkupując swoje wcześniejsze zachowanie wpadł nam do głowy tak nagle, naturalnie i niewymuszenie. Poza tym, to takie „Ronowe” — zachowywać się jak ostatni dupek, ale kiedy trzeba, okazuje swoją przyjaźń w najlepszy, bezinteresowny sposób.

4. Ivan. Mój kochany Ivan. Mój Crush. Moja miłość, której śmierć wymyśliłam w mojej blond główce. Ale zanim przejdziemy do momentu, w którym Ivan dławi się własną krwią w Zakazanym Lesie i w boleści opuszcza ten padół łez, przyjrzyjmy się bliżej jego postaci. A właściwie jej początkom. Bo zasadniczo nasz początkowy zamysł na jego postać ewoluował... i to znacząco. Wprowadzając go do fabuły, chciałyśmy po prostu mieć pod ręką typowy zły charakter, który zastąpi na tym miejscu Dracona — z racji tego, iż młody Malfoy stopniowo ulega przemianie, no i krótko mówiąc: nie jest już uosobieniem zła. ALE, ALE, na początku w ogóle nie myślałyśmy o nim w kategorii przyrodniego brata Dracona. Dotarło do nas, że obaj panowie są braćmi, w momencie, w którym uderzyło nas ich podobieństwo po przeczytaniu wywiadów w „Żonglerze”.

O Ivanie możemy mówić godzinami, dlatego też tutaj pojawi się malutki esej, gdyż postaci Ivana Gregorovicza nie można traktować jednowymiarowo. Chłopak nie był od początku nastawiony na "zabiję Malfoya i Granger trochę też". Życie go nie oszczędzało, postawił wszystko na jedną kartę i znów dostał policzek od życia. Ojciec, którego chciał odnaleźć, siedzi w więzieniu, brat nie akceptuje go nawet jako kolegę, traktuje go z wyższością, nie dając złudzeń na to, iż Ivan kiedykolwiek zyska jego akceptację i zostanie uznany za równego Draconowi. Wraz z kolejnymi konfrontacjami z przyrodnim bratem, konflikt narasta, a w Ivanie budzi się chęć udowodnienia za wszelką cenę, iż jest równy, a nawet lepszy od brata. To zaczyna być jego obsesją, jedynym celem w życiu i motorem napędowym do dalszych działań. Niefortunny ciąg zdarzeń, zapoczątkowanych niewinnym żartem Zabiniego w postaci wywiadu jako tajny informator doprowadził do tego, iż chłopak dołącza do Śmierciożerców. Tak więc to wszystko wina Zabiniego. Powtórzmy to jeszcze raz, wszyscy razem: Zabini, ty kretynie!

5. Krzywołap nie dożył wydarzeń z epilogu.
6. Być może powstanie jeszcze jedna miniaturka, której głównymi bohaterami będzie babcia Rose i dwójka jej wnuków.
7. Ubiór Antoniego Źdźióbki inspirowany był inspektorem gadżetem, natomiast wygląd harpii opierał się o postać wampirzyc z filmu „Van Helsing”.

Mamy nadzieję, że to, co wymyśliłyśmy, spodobało się Wam i przeczytaliście post z uśmiechem na ustach. Jeszcze raz dziękujemy dziewczynom za zaangażowanie, no i, tradycyjnie, życzymy dalszych sukcesów! :)
Miłego dnia!
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

szablon wykonany przez oreuis