22.10.2016

Wywiad z The Grey Lady - zwyciężczynią konkursu na miniaturkę miesiąca #10!

Witam!
Przyznam, że jesień to piękna pora roku. Liście spadają. Tony deszczu, brudnych od błota spodni i butów. Jesienna chandra. Coś pięknego... Żartuję, świat jest piękny. Dostałam dzisiaj naprawiony adapter i mogę ponownie słuchać Depeche Mode czy The Smiths z tymi samymi trzaskami, tą prawdziwością i tą przyjemnością.
A co Wam przyniosła jesień? Oprócz oczywiście tego niesamowitego wywiadu.
Salvio Hexia
Salvio: Dzień dobry wieczór, The Grey Lady! Z tej strony jedna z administratorek Katalogu Granger — Salvio Hexia. Jako że jesteś zwyciężczynią konkursu na miniaturkę miesiąca, ja i Mrs M. przeprowadzimy z tobą wywiad. Możemy zaczynać?

The Grey Lady: Oczywiście.

Mrs M.: Zwykle zaczynamy od pytań o konkursie, o zainteresowaniach... ale tym razem postanowiłyśmy zacząć trochę z drugiej strony. Na pewno każda osoba, której spodobała się twoja miniaturka, jest ciekawa, jaka jest The Grey Lady w życiu prywatnym. Opowiesz nam coś o sobie? Jakie masz wady, zalety? :)

The Grey Lady: Nie lubię mówić o sobie, ponieważ sama nie wiem, jaka jestem. Raczej mało pewna siebie, chociaż powoli przestaję być tak bardzo nieśmiała, jak kilka lat temu. Niezbyt lubiana przez klasę. Jeśli miałabym wymienić zalety, przychodzi mi na myśl punktualność i dobra pamięć. Szybko się uczę, z nauką nie mam problemów, nie zadzieram jednak nosa z powodu moich sukcesów.
Nie jestem poukładaną dziewczyną, mimo dobrych wyników w nauce, w pokoju i na biurku mam bałagan. Wszystko odkładam na ostatnią chwilę. Bliżej mi też do pesymistki niż optymistki, wolę przygotować się na najgorsze, niż się rozczarować.

S: Wydajesz się dużą indywidualistką. Czy przenosisz swoje cechy charakteru na postacie, jakie opisujesz? Czy może wolisz stworzyć bohaterów całkowicie nowych, niepowtarzalnych?

The Grey Lady: Tworzenie bohaterów to, według mnie, najciekawsza część wymyślania opowiadania. Staram się, aby każda postać znacznie się różniła od innych, niejednokrotnie wzoruję się na kimś, kogo znam. Dwie bohaterki z mojego opowiadania są nieco podobne do mnie, jednak jednej przypisałam część moich cech, drugiej kilka innych. Nigdy nie przenoszę żadnej osoby w całości ze świata prawdziwego do fikcyjnego. Dotyczy to jednak tylko „oryginal characters”, w postacie kanoniczne staram się wczuć i przedstawić tak, jak w książkach. Jeśli muszę coś dodać od siebie, wymyślam to zupełnie — boję się, że jeśli bohater będzie chociaż trochę podobny do mnie, utrudni mi to pracę, ponieważ mogę nieświadomie przypisywać mu coraz więcej moich cech.

S: Zgadzam się z Tobą. Kreacja bohaterów jest najciekawszym zadaniem. Sama mogłabym mówić o tym godzinami, jednak przejdźmy dalej, pozostając w temacie pisania: jak to się stało, że zaczęłaś pisać, tworzyć coś z niczego za sprawą swojej wyobraźni?

The Grey Lady: To się zaczęło… bardzo dawno. Miałam może z osiem lat, gdy zaczęłam tworzyć „książkę”. Myślę, że większość osób miała taki okres. Pisałam ją w specjalnym zeszycie i, co najważniejsze, udało mi się ją zakończyć! Uważam to za duże osiągnięcie. „Powieść” opowiadała o przygodach dwóch sióstr, które wyszły za mąż i w jednym dniu urodziły dzieci. Inspirowałam się moją i siostry zabawą lalkami — bobasami.
Następnie, już na komputerze, zaczęłam kilka innych opowiadań, wszystkie kończyłam po trzecim rozdziale, jeśli nie wcześniej.
Aż do czasu, gdy założyłam facebooka (prawidłowo, dzień po trzynastych urodzinach) — odkryłam grupy o tematyce Fanfiction potterowskich i postanowiłam stworzyć coś podobnego.
Jako ciekawostkę dodam, że właściwie pierwszą napisaną przeze mnie „książeczką” była czterostronicowa ilustrowana historyjka o zaczarowanym kwiatku, która składała się z trzech zdań.
A dlaczego pisałam? Nie pamiętam, jednak podejrzewam, że po prostu sprawiało mi frajdę. I nadal sprawia. :)

M.: Muszę przyznać, że zaczęcie pisania w wieku 8 lat  i posiadanie już na koncie skończonej książki, to jest coś! Czyli w sumie można powiedzieć, że od samego początku naprawdę interesowałaś się pisaniem. :) A jak to się stało, że zaczęłaś publikować opowiadania na blogu? Właśnie dzięki tej grupie czy może wiąże się z tym inna historia?

The Grey Lady: Właściwie po skończeniu szkoły podstawowej byłam rozczarowana tym, że już nie udawało mi się niczego skończyć. Wybrałam profil matematyczno-fizyczny (uczęszczam do profilowanego gimnazjum), stwierdzając… „Zostaję ścisłowcem, kończę z pisaniem!” Jednak nie na długo. Właśnie dzięki tej grupie trafiłam na kilka fajnych opowiadań i sama postanowiłam zacząć pisać. Zmotywowana licznymi komentarzami znowu napisałam coś do końca.

M.: Chyba każda osoba, która publikuje swoje teksty w internecie, miewa czasem takie momenty, w których mówi sobie, że kończy z pisaniem. :D Ach, sama nie potrafię nawet takich sytuacji zliczyć. Napisałaś, że dzięki grupie trafiłaś na kilka fajnych opowiadań... a pamiętasz to pierwsze przeczytane opowiadanie w blogosferze?

The Grey Lady: Nie jestem pewna, ale chyba http://za-czasow-huncwotow.blogspot.com/, być może wcześniej przeczytałam też Dramione: http://dramione-i-think-i-love-you.blogspot.com/
Oba opowiadania bardzo mi się spodobały.

S: Oba opowiadania obejmują inne okresy czasu. Czasy Harry'ego i te za czasów Huncwotów. Jakie więc opowiadania czytasz najchętniej i dlaczego?

The Grey Lady: Czytam wszystko. Kiedyś gustowałam tylko w czasach Huncwotów lub Nowego Pokolenia, ale kiedy polubiłam pairing Dramione, zaczęłam chętnie czytać o tej parze w czasach szkolnych. Pairing lub czasy nie są dla mnie najważniejsze, zwracam uwagę na bohaterów i fabułę. Najbardziej lubię czytać o postaciach z kanonu, mniej o OC. Opowiadania z wymyślonymi bohaterami są tylko z pozoru oryginalne, w rzeczywistości są bardzo podobne, różnią się tylko mocą/obiektem westchnień bohaterki.

S: W blogosferze przeważa damska publiczność, więc bardzo dużo opowiadań skupia się głównie na pairingach, czyli miłości. Jaki jest twój ulubiony pairing?

The Grey Lady: Trudno mówić o ulubionym pairingu. Jeśli chodzi o opowiadania, to Dramione, ponieważ jest to świetny materiał na historię, poza tym o tej parze powstają naprawdę świetne fanfiki. Natomiast gdybym miała stworzyć alternatywny świat Harry'ego Pottera, byłyby w nim takie pairingi jak: Charry (Cho+Harry), Fremione (Fred+Hermiona), Runa (Ron+Luna), Ninny (Neville+Ginny).
Fremione dlatego, że lubię te dwie postacie, Runa — uważam, że do siebie pasują, byliby ciekawą parą. Charry lubię, ponieważ jest to przykład zwykłej szkolnej miłości —  Harry się zakochuje, próbuje zagadać, krępuje się… bardzo mi się ten wątek spodobał, mimo że jest dość nielubiany w fandomie. Neville i Ginny są również ciekawą parą, razem walczyli w szkole w siódmej części, razem byli na balu. Jeśli zaś chodzi o kanoniczne pairingi to Victoire i Ted oraz Harry i Ginny. :)

M.: Pozwoliłam zerknąć sobie na Twojego bloga i zauważyłam, że Twoje opowiadanie to opowiadanie należących do nowego pokolenia — co Cię „pociągnęło” do napisania opowiadania właśnie o tych czasach? W końcu nie spotyka się takich opowiadań w blogosferze zbyt wiele.

The Grey Lady: Przede wszystkim pewna dowolność, nie ogranicza mnie kanon. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, że takich opowiadań jest mało, ja napotkałam ich całkiem sporo. Większość jednak opowiada o Scorpiusie, Rose i Albusie, ja postanowiłam napisać coś o Victoire. Właściwie nie pamiętam, dlaczego postanowiłam o niej napisać, być może znalazłam drzewo genealogiczne Weasleyów i zaciekawiła mnie córka Fleur. Opowiadań o niej znalazłam ze dwa, z czego jedno porzucone. Postanowiłam sama stworzyć coś na ten temat. Chcę trzymać się kanonu, więc wiedziałam, że zakończyć musi się związkiem Victoire i Teda. Ale co działo się wcześniej? Jak już mówiłam, pełna dowolność, mogę wymyślać, co chcę. A co ciekawsze, akcja zaczyna się we wrześniu 2015 roku, wtedy też zaczęłam pisać.

M.: A więc chyba po prostu nie jestem zbyt dobrze obeznana w tym temacie, skoro mówisz, że wcale tych opowiadań nie jest tak mało. A jak to jest z zakończeniami Twoich tekstów, jak i czytaniem — wolisz szczęśliwe zakończenia czy te smutne też nie są według Ciebie złym rozwiązaniem?

The Grey Lady: W trakcie opowiadania może być mnóstwo rozstań, kłótni, problemów. Jednak jestem zdecydowanie zwolenniczką happy endów. Smutne zakończenie? Jeśli jest naprawdę dobrze napisane opowiadanie, to przeżyję.

M.: A ty w swoich tekstach również preferujesz szczęśliwe zakończenia?

The Grey Lady: Oczywiście. Nie wszystko musi się dobrze ułożyć, ale para musi być razem. Chyba że piszę smutną miniaturkę, wtedy nie trzymam się tego tak bardzo.

S: Pisanie to bardzo ważny punkt w naszym wywiadzie. Wróćmy jednak stricte do Ciebie. Skąd wziął się pomysł na nazwę nicku, The Grey Lady?

The Grey Lady: Wymyśliłam go, zanim jeszcze wzięłam się za pisanie. Adminowałam na stronkach fandomowych i potrzebowałam podpisu. Jako że czuję się związana z Ravenclawem, wymyśliłam podpis „Szara Dama”. Po jakimś czasie przeszłam na angielski. Zanim jednak zdecydowałam się na taką nazwę, w blogosferze miałam jeszcze kilka innych nicków.

M.: Pozostając w temacie blogosfery, bo nie byłabym sobą, gdybym nie zapytała, jak wpadasz na pomysły na swoje opowiadania/miniaturki? Dzieje się to zupełnie spontanicznie czy może wręcz przeciwnie: długo rozmyślasz przed snem, snując pomysły, jakie możesz wdrożyć w swoją historię?

The Grey Lady: Na samym początku mam już zaplanowanych parę zdarzeń, które stanowią podstawę fabuły. Wpadłam na nie wcześniej lub wymyślam w trakcie pisania planu. Co z resztą? Właściwie wpadają mi do głowy w najróżniejszym momentach — w szkole, na treningu, na wycieczce, przed snem. Muszę tylko pamiętać, żeby je zapisać! Zmuszam siebie do myślenia tylko, gdy siedzę nad klawiaturą i piszę, a brakuje mi jakiejś sceny.

M.: A masz jakieś miejsce, w którym wyjątkowo dobrze myśli Ci się o opowiadaniu i w ogóle o tym, co piszesz; miejsce, które wpływa na Ciebie tak, że po prostu od razu chce Ci się pisać? Zdradź nam co to za miejsce, i, o ile je masz, na jakie pomysły w nim wpadłaś.

The Grey Lady: Raczej nie mam takiego miejsca. Chyba że łazienka — tam mam chwile, kiedy nie ciągnie mnie do komputera, nie sprawdzam co chwilę facebooka. Mogę oczyścić umysł i najczęściej tam myślę, jak napisać nowy rozdział, a nierzadko wpadam również na jakieś nowe pomysły. Być może dlatego tak długo stoję pod prysznicem. :)

M.: A będąc pod prysznicem wpadłaś na jakieś szalone, albo i nie, pomysły, które później wcieliłaś w życie?

The Grey Lady: Właściwie dużo ich było, ale na najbardziej szalony wpadłam raczej ostatnio. Trochę wywrócił do góry nogami jeden z wątków mojego opowiadania, ale, niestety, nie zdradzę, co to było. Jeszcze go nie wykorzystałam.

M.: A więc Twoi czytelnicy mogą już się bać! Właśnie — wchodząc na Twojego bloga, zerknęłam na komentarze i zauważyłam, że zebrałaś grono czytelników: masz z nimi jakiś kontakt, że prowadzisz rozmowy w komentarzach, czy raczej na nie nie odpowiadasz?

The Grey Lady: Na początku nie odpowiadałam, ale już po pierwszym rozdziale zmieniłam nastawienie. Staram się odpowiadać na każdy komentarz dotyczący treści rozdziału, chociaż nie jestem pewna, czy ludzie te odpowiedzi czytają. Dlatego rzadko wynikają jakieś rozmowy — ja dostaję powiadomienia o komentarzach, czytelnicy niekoniecznie.
Ale ze stałymi bywalcami bardzo się zżyłam i z uśmiechem czytam każdy komentarz. I oczywiście odwdzięczam przy ich opowiadaniach.

M.: Kontakt z czytelnikami jest bardzo ważny i tak naprawdę jest ogromną przyjemnością dla chyba obu stron. :) A spotkałaś się z krytyką (zarówno tą uzasadnioną jak i nie)? Czy ktoś skrytykował Cię za pomysł na opowiadanie czy inne rzeczy?

The Grey Lady: W komentarzach raczej nie. Owszem, ktoś  pokazał błąd, inny zauważył jakieś niedopatrzenie w kreowaniu bohaterów. Porządnie jednak oceniła (z dużą dawką krytyki, uzasadnionej oczywiście) mnie jedna z ocenialni. Dużo się wtedy dowiedziałam, ale i straciłam troszkę chęci do pisania (tego opowiadania, a nie w ogóle). Czuję jednak, że mimo wszystko powinnam je dokończyć.

M.: Krytyka, ta uzasadniona dobrymi argumentami, może naprawdę pomóc w dalszym rozwijaniu się, a przecież o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Napisałaś, że czujesz, że powinnaś swoje opowiadanie dokończyć, więc co jest Twoją motywacją, żeby dalej pisać, dalej się rozwijać w tym kierunku?

The Grey Lady: Przed porzuceniem opowiadania chroni mnie kilka faktów. Po pierwsze, myślę, że byłoby to w jakiś sposób niesprawiedliwe dla czytelników. Po drugie, wiem, że ja bym tego żałowała. Mam jeszcze tyle pomysłów… żal by mi było to zaprzepaścić. Po za tym chcę to skończyć, aby udowodnić sobie, że dam radę.

M.: Wcześniej pytałam o Twoją reakcję na krytykę — a w prywatnym życiu jak  sobie z nią radzisz/jak na nią reagujesz? Tak samo jak w tym blogowym?

The Grey Lady: No cóż, przejmuję się. Szczególnie, jeśli osoba krytykująca ma rację. Czasami trochę za bardzo. Ale staram się podejść na chłodno do sprawy i przemyśleć, o co chodziło i jak mogę to poprawić.

S: Czy ktoś wie o twojej pasji do pisania, o twoich opowiadaniach? Wolisz trzymać to w tajemnicy, czy chętnie dzielisz się swoją twórczością poza Internetem?

The Grey Lady: Wie moja przyjaciółka, jednak nie mam pojęcia, czy przeczytała, bo tylko zdradziłam jej tytuł. Rodzice wiedzą, że coś piszę, ale nie orientują się co, natomiast wszystko czyta i doradza mi moja młodsza siostra.

M.: I jak siostra reaguje na Twoje opowiadanie, chwali Cię, pospiesza, żebyś szybciej pisała kolejne rozdziały?

The Grey Lady: Poprzednie jej się bardzo podobało, to uważa za nieco nudne. Może ma trochę racji? Natomiast tak — pośpiesza mnie często, pilnuje terminów, często słyszę „rozdział miał być tydzień temu!”. Podsuwa pomysły i rozwiązania, znajduje literówki, kiedy już dodam tekst na bloga. Niezastąpiony pomocnik z niej. :)

S.: Zazdroszczę takiej asystentki! Siostra wie, że wygrałaś konkurs na Katalogu Granger? Czy w życiu prywatnym także bierzesz udział w tego typu konkursach, a może ta wygrana była tą pierwszą?

The Grey Lady: Wie, oczywiście. Raz jeszcze wygrałam konkurs literacki na potterowskim fanpage'u. Poza internetem brałam udział w jednym konkursie, który polegał na pracy w dwójkach — ja napisałam zabawny tekst o dziewczynie, która przeniosła się w czasie, a przyjaciółka zrobiła do tego ilustracje. Jednak nic nie wygrałyśmy.

M.: Fajnie, że poza blogiem, dzielisz się swoim talentem też w tym prywatnym życiu! Skoro jesteśmy nadal w temacie konkursów — co dał Ci nasz konkurs? Nauczyłaś się czegoś, dowiedziałaś czegoś nowego?

The Grey Lady: Poczułam się dowartościowana. I dowiedziałam się dużo na temat mojej pracy, dzięki wyczerpującym opiniom jury, za które bardzo dziękuję.

S: Wywiad powoli dobiega końca, a my przy ostatnich pytaniach chcemy zahaczyć o coś najważniejszego: początek. Jaki był Twój pierwszy kontakt z sagą Harry'ego Pottera?

The Grey Lady: Pierwszą część dostałam na dziesiąte urodziny. Nie chciałam jej czytać, wolałam najpierw dokończyć serię „Opowieści z Narnii”, którą również wtedy dostałam. Ogólnie byłam źle nastawiona do tej książki, ale z braku czegoś innego do czytania zaczęłam. Kolejną część dostałam ponad miesiąc później i dopiero wtedy się wciągnęłam i wypożyczyłam resztę z biblioteki.

M.: A jakie książki najbardziej lubisz czytać? Wolisz romanse czy może dramaty i horrory częściej goszczą na Twojej półce? Masz swoich ulubionych autorów?

The Grey Lady: Czytam głównie obyczajowe, najchętniej Ewy Nowak lub Ewy Barańskiej. Natomiast czytam też fantastyczne, ale to rzadziej — raczej, gdy jest jakaś naprawdę polecana książka.

M.: Czym w takim razie kierujesz się przy wyborze książek w bibliotece/księgarni? Okładka, opis z tyłu książki czy może kilka zdań przeczytanych na pierwszej stronie?

The Grey Lady: Muszę przyznać, że szczególnie okładką, chociaż nie odrzucam jakieś tylko dlatego, że się brzydko prezentuje. Po prostu ładna okładka przykuwa mój wzrok i zachęca do przeczytania. Następnym krokiem jest czytanie opisu i wolę, żeby był to opis fabuły niż fragment tekstu. Czasem też zaczynam czytać — żeby wiedzieć, jakim językiem interesująca mnie lektura została napisana. Oczywiście zwracam też uwagę na autora i opinię znajomych — jeśli lubię tego pisarza, czy wiem, że książka jest polecana, biorę ją od razu.

M.: A zdradzisz nam, jakie masz marzenia? Jesteś ogólnie osobą, która lubi sobie pomarzyć czy raczej twardo stąpasz po ziemi?

The Grey Lady: Lubię marzyć, na najróżniejsze tematy. Robię to bardzo często, zamyślając się w różnych miejscach. A marzę o wielu rzeczach, realistycznych i nie, ważnych i mniej ważnych. Ale jest to przyjemne.:)
Na przykład moim wielkim marzeniem jest pojechanie na Igrzyska Olimpijskie (heh, może jak nie uda się jako zawodnik, to jako kibic). To jedno z tych długoterminowych.

M.: A więc tym bardziej życzę Ci spełnienia tego też marzenia i, oczywiście, wszystkich innych też. Lubisz czytać książki, pisać — a inne zainteresowania? Jest coś, czym pasjonujesz się tak samo mocno, jak pisaniem?

The Grey Lady: Może być czytanie? Zawsze to podaję jako główne hobby, bo naprawdę to uwielbiam. Oprócz tego od ponad dwóch lat trenuję lekkoatletykę i odnoszę już jakie takie sukcesy. Skupiłam się głównie na trójskoku.
Następnie muszę wspomnieć o matematyce!  Tak, jestem osobą, która dla przyjemności potrafi siąść i rozwiązywać zadanka.

M.: Jeśli interesujesz się lekkoatletyką, to może rzeczywiście uda Ci się spełnić marzenie związane z Igrzyskami Olimpijskimi, ale może jako zawodniczka? Trzymam za to mocno kciuki! Masz duży zakres zainteresowań, bo matematyka, sport i książki, więc muszę o to zapytać  — masz jakieś plany na przyszłość, wiesz co chciałabyś robić za kilka lat?

The Grey Lady: Pewnie najbardziej skupię się na nauce i pójdę na Politechnikę. Sport będę traktowała jako hobby, natomiast lubię sobie myśleć, że uda mi się napisać książkę. Jeśli tak, to wiem, że obyczajową, bo z fantastyczną czy przygodową mogę mieć problemy.

M.: A więc bardzo życzę Ci spełnienia tych planów. Tym samym doszłyśmy do końca wywiadu. Bardzo Ci dziękuję, że zgodziłaś się go nam udzielić! I życzę, oczywiście, dalszych sukcesów w pisaniu.

The Grey Lady: Dziękuję bardzo. :)

2 komentarze:

  1. Ja też zazdroszczę siostry! :D Chciałabym mieć w domu takiego pomocnika, który przysłowiowo trzepnie mnie przez głowę i powie, żebym wreszcie coś napisała, przedyskutuje pomysł i wskaże literówki! :)
    Co do odpisywania na komentarze czytelników: jeśli masz czas, to odpisuj. Nie wiem jak inni, ale ja zawsze patrzę, czy autor mi odpisał (zaznaczam sobie opcję powiadomień na maila), i przyznam szczerze, że gdy nie widzę odzewu, to odechciewa mi się czytać dalej.
    Trzymam kciuki, żeby marzenia o IO się spełniły. I powodzenia w dalszym pisaniu, nie poddawaj się. :)

    OdpowiedzUsuń

szablon wykonany przez oreuis